Gabriel Garcia Marquez „O miłości i innych demonach”

Marqueza nie można pomylić z nikim innym. Spod jego pióra każdorazowo wychodzą obrazy barwnego, zmysłowego świata, tętniącego życiem i euforią, gdzie ekstaza przeplata się z desperacją a bohaterowie miotają się ślepo w dusznej atmosferze posłuszni natchnieniom. Miłość, kościół i społeczeństwo, te trzy wydają się ulubionymi motywami noblisty, pojawiając się w jego książkach w coraz to innych odsłonach. Z całą pewnością w takich ramach utrzymuje się powieść O miłości i innych demonach.

Utwór nie imponuje objętością, fabuła mieści się na zaledwie stu pięćdziesięciu stronach, jednak w niczym nie umniejsza to jej maestrii. Jak to zwykle u Marqueza, proza tętni życiem a bohaterowie poruszają się w nieco nierealnym świecie na pograniczu magii i sceptycyzmu. Mistycyzm miesza się z perwersją, poezja z szaleństwem. Ludzka psychika staje się kruchym tworzywem, podatnym na wątpliwość i apatię, a autor bezlitośnie obnaża jej grzechy. Nieco depresyjne, nieco niepokojące, ale mimo to autentyczne.

Sierva Maria, zapomniane przez rodziców dziecko, wychowuje się wśród czarnej społeczności niewolników plantacji. W krótkim życiorysie chłonie kulturę, język i wierzenia dzikich opiekunów. Akcja przyspiesza gdy dziewczynka zostaje ugryziona przez wściekłego psa, groźba śmierci i zarazy budzi paraliżujący strach w niej samej i skupia na niej uwagę otoczenia. Ojciec na nowo uczy się miłości do niej. Postawiony w ekstremalnej sytuacji psychopatyczny plantator odzyskuje wiarę w Boga. Sierva Maria nie wykazuje objawów wścieklizny, natomiast w jej psychice rodzi się coś, co dzisiaj nazwalibyśmy szaleństwem, wtedy zaś okrzyknięto opętaniem. Ogarnięty zapałem neofity plantator oddaje ją do klasztoru, by biegli w piśmie teolodzy dokonali egzorcyzmów. Tym samym do końca przegrywa siebie samego, tracąc jedyne, co mógł kochać. Dziewczynka trzymana w koszmarnych warunkach coraz głębiej popada w swoje szaleństwo, gdy w jej życiu pojawia się ojciec Cayetano Delaura. Zapamiętały bibliofil zostaje wydelegowany przez swojego patrona, nękanego astmą biskupa, do gruntownego zbadania przypadku opętania. Odnajduje w dziecku jedynie ogromny strach przed śmiercią, cierpienie i wielką pasję, co rodzi miłość graniczącą z obsesją. Związek bardziej duchowy niż erotyczny trwa przez jakiś czas, oboje ośmielają się marzyć o wspólnej przyszłości, lecz zostają rozdzieleni. Duchowny do końca życia pokutuje służąc w leprozorium, wymęczona egzorcyzmami dziewczyna traci wolę przetrwania i umiera z zawiedzionej miłości.

Trudno nie schylić się pod mroczną atmosferą opowieści. Wszyscy bohaterowie dążą do okrutnego końca. Umierają rozczarowani, ze złamanym sercem bądź zamordowaną duszą. Dziwne to, bo przecież ich pasje są prawdziwe, swoją potęgą przenikające granice między widzialnym a niewidzialnym. Miotani żądzą i strachem, nieodmiennie przegrywają walkę ze strachami w podświadomości. W efekcie spotyka ich coś gorszego niż śmierć, prowadzą egzystencję całkowicie odartą ze złudzeń i pragnień, żywe trupy topiące każdą sekundę w kałuży otępienia. Wszystko by uciec przed zbyt ciężkim brzemieniem poczucia winy, rozczarowania.

Tak depresyjne studium, a jednak książka zachwyca kolorem. Zapach egzotycznych przypraw na ulicach gwarnego miasta, blask ognia lśniący na czekoladowych skórach afrykańskich niewolników, bogactwo ich pogańskich wierzeń i zwyczajów. Marquez nie szczędzi detali w swoim obrazie, detali urokliwych i zaklinających uwagę czytelnika jak jadowity wąż swoją ofiarę. Wściekły pies powieszony w centrum targu, wyniosła niewolnica kupiona przez gubernatora za cenę jej wagi w złocie, oszalała zbuntowana zakonnica osadzona w klasztornym więzieniu na dożywocie i opętana myślą o ucieczce. Zaćmienie słońca na długo pozostawiające swój ślad w siatkówce opętanego Siervą bibliotekarza. Żydowski lekarz otoczony sławą wskrzesiciela umarłych, odważny na tyle, by otwarcie czytać zakazane księgi, który marzy o tym, by jego koń spoczął w poświęconej ziemi. Rude jak płomień włosy Siervy Marii, kaskadą opadające na stopy, jak refren przewijające się przez całą narrację. Każdy z nich to osobny obraz, każdy szczegół promieniuje surrealizmem, perfekcją i patologią zarazem.

Co Marquez chciał przekazać w swojej powieści? Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Nie chce mi się wierzyć by za jego mrocznymi światami kryła się gloryfikacja dekadencji. Być może kryje się w nich przestroga, a może po prostu żal nad słabą naturą człowieka. Może to lekcja pokory, memento, nikt nie jest bezpieczny od wyroków przeznaczenia, obsesja przychodzi znikąd i jest w stanie zmącić nawet najspokojniej płynące strumienie egzystencji. A może to zwykła fantazja, obraz poetycki zainspirowany widokiem spróchniałego szkieletu o rudych włosach, który, jak to poezja, nie ma na celu dydaktyki, lecz zachwycenie? Jedno jest pewne, czytelnik zamyka książkę pełen niespokojnych myśli, z emocjami wzburzonymi jak młode wino, zastanawiając się nad naturą człowieka, i może, ale tylko może, w głębi ducha marząc o miłości tak potężnej, by za nią umierać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.