Mój pulpit

Chciałbym dzisiaj opisać Wam mój pulpit, który umożliwia mi połączenie się z komputerem w sposób optymalny.

Na początek rozdzielczość, hmmm… jakby to powiedzieć, mój pulpit posiada nieskończoną przestrzeń. Mogę się poruszać w trzech wymiarach, właściwie to przynajmniej w czterech, bo mogę kręcić sobie beczki (jak robi to samolot) podczas poruszania się przez pulpit. Mogę spoglądać w dowolnym kierunku z dowolnego miejsca, nie jestem niczym ograniczony. Mogę patrzeć w dal przybliżając sobie dowolne elementy, mogę się do nich zbliżyć.
Najprościej mogę to porównać do sytuacji, w której macie możliwość poruszania się po kosmosie stając się dowolnie dużym obserwatorem. W jednej chwili jesteście mali jak mrówki, że możecie widzieć pręciki kwiatów w wielkości takiej jak na co dzień widujecie np. lodówkę.
Za chwilę możecie stać się olbrzymami dla, których Ziemia to paproszek w plamie Drogi Mlecznej.

Jeśli chodzi o interfejs, który umożliwia poruszanie się po pulpicie to jest on niewielki, za to o wielkich możliwościach.
Zacznijmy od „ekranu”, tak na prawdę go nie ma. Posiadam urządzenie, które umożliwia mi oglądanie mojego pulpitu z zamkniętymi oczami. Niestety nie jestem w stanie powiedzieć Wam na jakiej zasadzie to działa, ale efekt jest świetny. Zero zmęczenia oczu, płynne, szybkie i responsywne środowisko. Należy tutaj wspomnieć o kolorach i ostrości obrazu, która jest trudna do odróżnienia od rzeczywistości – eh ta technika. Jako ciekawostkę mogę Wam powiedzieć, że jeśli mamy jeden element pulpitu blisko siebie, a drugi za nim oddalony, to patrząc na ten dalszy bliższy jest rozmazany. Działa to tak samo jakbyście trzymając w wyciągniętej przed siebie ręce długopis, widzieli go rozmazanego patrząc na oddalony o kilka metrów obraz na ścianie. W sumie fajny feature, mogę się bardziej skupić na tym na co patrzę i bardzo jest to dla mnie naturalne patrzenie.

Przejdźmy teraz do sterowania. Może zabrzmi to dla Was śmiesznie, ale działa na zasadzie przekazu myśli. Działa całkiem nieźle. Przede wszystkim zero lagów, precyzyjnie i z wielkim wyczuciem potrafi połączyć mnie z pulpitem, przemieszcza mnie gdzie chcę i umożliwia interakcję z elementami pulpitu.
Aha, ostatnio coś poprawili w oprogramowaniu i urządzenie rozróżnia już prawidłowo chęć interakcji od pomyślenia o chęci interakcji.

Na początku miałem problemy w moim pulpitem, był dla mnie czymś zupełnie nowym, z drugiej strony wszystko było znajome. Obycie się z interfejsem przypominało naukę jazdy samochodem, z każdą chwilą coraz łatwiej. Teraz nie myślę o tym jak mocno trzeba naciskać na hamulec, albo jak wbić wyższy bieg, po prostu robię to automatycznie, niemal nie nieświadomie. Używam narzędzia przezroczyście tak żeby realizowało moje potrzeby.

W moim pulpicie mam jeszcze kilka fajnych rzeczy. Jednym z nich jest właściwość, która nadaje różnym elementom odpowiednie stopnie świecenia dzięki czemu te ważniejsze dla mnie elementy są w przestrzeni wyraźniej widoczne. To tak jak z gwiazdami, niektóre są dla nas jaśniejsze… moje są trochę lepsze, bo mogę zmieniać kolor, częstotliwość zmiany stanów i jeszcze tam kilka innych bajerów – szybciej będzie jak sami to zobaczycie niż jak ja to będę opisywał.

Podoba mi się też zarządzanie dźwiękiem, szybko mogę zmienić głośność, pogłos, mogę się oddalać dowolnie od źródła dźwięku. Najprościej można to porównać do włączania dowolnego urządzenia grającego w dowolnym miejscu z dowolnymi nastawami. W salonie gra jakaś muzyczka… a obok maila od mamy właśnie pojawiła się jej wiadomość wideo.

Może teraz opiszę trochę o samych elementach na pulpicie. Każdy z nich może przybrać dowolną postać, to jak go widzimy i słyszymy. Może być dowolnie wielki, może być animowany, może być to również obraz z odpalonej aplikacji – taki ustawiony monitor w przestrzeni. W większości przypadków elementy tego samego rodzaju wyglądają podobnie, ale w bardzo prosty sposób możemy zmieniać ich fizyczność wg własnych potrzeb. Przypomniało mi się jak, kiedyś w Windowsie zamiast ikonki i nazwy pliku graficznego można było zobaczyć miniaturkę zdjęcia – to było coś! Przesuwanie kursorem nad plikiem z wideo powodowało wyświetlenie miniaturki klatki proporcjonalnie od początku filmu – lewej strony ikony, do końca filmu – prawej strony ikony. Stare czasy… Jak już jesteśmy przy kursorze, to na moim pulpicie nie ma czegoś takiego, bo po co?

Na koniec jeszcze tylko wspomnę o samej organizacji elementów na pulpicie. Wyobraźcie sobie miasto, w którym możecie wejść do dowolnego budynku, możecie w każdym z nich umieścić dowolną rzecz: w pokoju może być np. Tytanik, a w nim na mostku kapitańskim stoi globus, na którym – jak się bliżej przyjrzycie – można zobaczyć jak wyglądał wasz dom z zewnątrz kilka lat temu…

Na dzisiaj muszę już kończyć. Jeśli macie jakieś pytania piszcie śmiało. Jak będzie zainteresowanie to opiszę kilka ciekawych narzędzi oraz postaram się przybliżyć jak działa teraz np. wyszukiwanie. Opiszę też jak można sobie organizować pracę z komputerem zwiększając niewyobrażalnie efektywność swojej pracy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *